Zbyt słaby wpływ mieszkańców na miasto !

By | Listopad 4, 2014

To często formułowany zarzut, mający swe źródło w szeregu słabości samorządu terytorialnego w Toruniu i całej Polsce. Jest on efektem kilku zjawisk:
1. nadmiernego wzmocnienia organów władzy wykonawczej w gminach. Pochodzący z wyborów bezpośrednich wójtowie, burmistrzowie, prezydencji powoływani mogą być na nieograniczoną ilość kadencji. Powoduje to „obrastanie” tych organów licznymi grupami interesów, które w zamian za rozszerzające się wpływy i rosnący udział w podziale środków publicznych, gwarantują pierwszym urzędnikom w gminie luksus sprawowania coraz dłużej zdobytych urzędów, celebrowanie ich osobistych pozycji i możliwość skutecznego realizowania prywatnych interesów. Ocenia się, że 75% startujących w wyborach dotychczasowych włodarzy ponownie zdobędzie stanowiska, gwarantując tym samym ich „totumfackim” zachowanie dostępu do publicznej kasy i wysokich stanowisk w urzędzie czy spółkach. Wystarczy popatrzeć na rozmiary kampanii wyborczej ponownie startujących dygnitarzy samorządowych! Rozwiązanie jest jedno (niestety systemowe): ograniczenie ilości kadencji zajmowania stanowiska „pierwszego urzędnika” do dwóch.
2. zurzędniczenie obywatelskich inicjatyw i praw. Klasycznym przykładem jest nasz toruński budżet obywatelski. Słuszna idea obrosła taką ilością urzędniczych obwarowań, że stała się ona kolejnym sposobem realizacji urzędniczych (w tym prezydenta i jego otoczenia) pomysłów na miasto. Aktywni Torunianie mogą bowiem wybierać spośród wychodzących spod prezydenckiej ręki inicjatyw, wpływając jedynie (i to często pozornie !) na termin ich realizacji. Inicjatywa ta powinna zdecydowanie przejść w ręce organizacji pozarządowych, oczywiście nie związanych z istniejącymi strukturami władzy, stając się stałym elementem wpływu mieszkańców na rozwój miasta, poprzez stałe inicjatywy budżetowe w zakresie wszystkich zadań realizowanych za pośrednictwem miliardowego budżetu. Jedynie rada miasta składająca się z rzeczywistych przedstawicieli wyborców (reprezentują oni bowiem większość głosujących,  prezydent reprezentuje tylko tę grupę, która go wybrała), mogłaby porządkować przyjęte przez mieszkańców rozwiązania.
3. zupełny brak jakichkolwiek form demokracji bezpośredniej. Nie ma żadnych przeszkód, aby mieszkańcy w bezpośrednim głosowaniu (referendum) decydowali o tym jakie inwestycje realizowane będą w mieście i w jakiej kolejności. Co przeszkadza, aby mieszkańcy określili kogo i jakimi kwotami będzie budżet wspierał, jaki sport (młodzieżowy czy zawodowy) i jakie dyscypliny będą najlepiej służyły promocji miasta. Dostrzegam budzenie się idei konsultacji społecznych, ciągle jednak pozostaje ona pod „troskliwą” opieką prezydenta, po co ? Rada miasta musi „wybić się” na niezależność, a wpływ prezydenta ograniczyć musi się do sfery bieżącego zarządzania miastem. Temu także sprzyjać będzie postulowane ograniczenie ilości prezydenckich kadencji: wzmocni to i usamodzielni „pseudo-obywatelskie” dotąd  stowarzyszenia, budujące dziś dziwaczne koalicje prezydenta w radzie. Dziś o pracy rady decyduje urzędnik nr 1, skutecznie opanowujący władzę uchwałodawczą, powołaną przecież także do kontroli prezydenta !

Dodaj komentarz