Moje komentarze i opinie

31 stycznia 2011 roku:

Od blisko półtora miesiąca nie aktualizuję mojej strony internetowej (teraz już tylko blogu). Przez ten czas na stronę „wchodzi” codziennie kilkadziesiąt osób. Czytają co miałem do powiedzenia, sprawdzają czy coś dopisałem. Wiele życzliwych mi osób namawia mnie do powrotu do aktywności w wirtualnym świecie. Zawsze są to sugestie życzliwe, podyktowane uznaniem  dla moich przemyśleń i wiarą, że „coś” można zmienić.

Niestety ja ciągle tej wiary nie odzyskałem. Cóż bowiem miałbym napisać: że budżet jest zły – przeczytajcie choćby mój komentarz z 28 listopada ub. roku; że prezydent otacza się miernotami – przeczytajcie komentarze z grudnia 2010 roku, że Toruń nie ma przemyślanej polityki inwestycyjnej – poczekajcie aż rozpocznie się równoczesny remont Skłodowskie-Curie i przebudowa placu Daszyńskiego…

Dziś, gdy radny Waldemar Przybyszewski, bywalec światowych salonów za publiczne pieniądze w kadencji 2006 -2010, oburza się na kolejną trasę wycieczkową prezydenta i nowej koalicji, tym razem do Francji…

Co niby miałbym napisać, co powiedzieć, co skomentować ?

21 grudnia 2010 roku:

Jechałem dziś wczesnym wieczorem, ok. godz. 19.00, ulicą Przy Kaszowniku w kierunku Odrodzenia. Jakież było moje zdziwienie gdy we wtorkowy wieczór stanąłem w korku mostowym przed skrzyżowaniem z ulicą PCK !  Po odczekaniu kilkunastu minut (tam się przecież nie da zawrócić !) uciekłem w PCK i dalej ulicą Bema, by pognać na zachodnie rubieże Torunia (w okolice opustoszałego o tej porze roku – ale czy tylko ? – stadionu żużlowego). Uciekając  z przeklętej „jedynki” myślałem: czy to się dzieje naprawdę ? czy rzeczywiście tym miastem rządzi od ośmiu lat prezydent, który właśnie wygrał kolejną trzecią kadencję zdobywając poparcie 65% głosujących ? kto stał w tym piekielnym korku, bo chyba nie setki wkurzonych Torunian ?  czy rzeczywiście część odpowiedzialności za Toruń Michał Zaleski oddał w ręce dziwacznych postaci z PiS-u, ludzi bez wiedzy i doświadczenia samorządowego ? czy ceną za spokój Michała Zaleskiego w rozpoczynającej się kadencji będzie oddanie  miasta w partyjne    „es-el-dowsko-pisowskie” kleszcze?

Od zakończenia poprzedniej kadencji Rady Miasta prześladuje mnie pytanie: czy zmarnowałem ostatnie szesnaście lat ? Moja strona internetowa, gdzie pisałem o najważniejszych w moim przekonaniu sprawach, stała się w oczywisty sposób tylko blogiem  pod hasłem „Moje komentarze i opinie”:

CZY WARTO DZIŚ W TORUNIU PISAĆ BLOG ???

11 grudnia 2010 roku:

Nie milkną komentarze na temat nowej koalicji w Radzie Miasta. Ostatnio „Nowości” przeprowadziły sondaż wśród swoich czytelników: czy koalicja prezydenta Zaleskiego, radnych PiS i SLD będzie dobrze służyć Toruniowi. Wyniki sondy są, na pierwszy rzut oka, zaskakujące: blisko 60% respondentów  uznało, że  „NIE”. Tak wypowiedzieli się czytelnicy, którzy, w swojej zdecydowanej większości, jeszcze kilka dni temu wybrali Michała Zaleskiego na prezydenta  Torunia w pierwszej turze ! Sam zresztą podzielam tę krytyczną opinię z kilku względów:

  1. Utworzona koalicja, jak i pogłoski, że dwóch kolejnych wiceprezydentów przydzieli Zaleskiemu PiS czyli pan poseł Girzyński, świadczy, że w rzeczywistości „niezależny” kandydat Zaleski zmienił się w uwikłanego politycznie (a nawet partyjnie !) prezydenta Zaleskiego. Pomijam tym czasem ( do potwierdzenia) skandaliczne nazwiska wymieniane jako kandydaci na  tzw. „wicków”.
  2. W dzisiejszej Polsce jest kompromitacją i wstydem zawieranie jakichkolwiek sojuszy z martyrologiczno – smoleńsko – pieniackim  PiS-em, co dotyczy tak Zaleskiego jak i SLD.
  3. Potencjał intelektualny tej koalicji prawie  równy jest zeru, co oznacza, że w Radzie Miasta prezydent nie znajdzie partnera do merytorycznej debaty, a jedynie koalicję potakiwaczy i, z drugiej strony,  wrogą PO. Oznacza to, że prezydent nie będzie oczekiwał od radnych niczego innego, jak tylko potwierdzenia, że jest nieomylny, a jego pomysły na miasto – jedyne.
  4. Otoczenie prezydenta pozostanie bierne i mierne, a koalicjanci z PiS-u pilnować jedynie będą przestrzegania linii politycznej (jak komisarz polityczny czy  sekretarz partii), biorąc co im się należy.

Koalicja prezydenta Zaleskiego, posła Girzyńskiego i wicemarszałka Wenderlicha nie będzie dobrze służyć Toruniowi, bo nie o Toruń w tej koalicji chodziło.

06 grudnia 2010 roku:

Coraz więcej w prasie wywiadów w związku z nową kadencją Rady Miasta. Produkują się dotychczasowi radni, odwagi nabierają „nowicjusze”. Ostatnio najbardziej rozbawili mnie dwaj radni PO: Bartłomiej Jóźwiak i Waldemar Przybyszewski. Obaj Panowie puszyli się jakie to poczucie  misji przyświeca im w początkach nowej Rady Miasta. Jako przykład nieuzasadnionego przywileju radnych  podają bezpłatne przejazdy środkami komunikacji miejskiej. Radny Jóźwiak nawet posunął się do wyrażenia żalu, że nie udało się „nam”  zlikwidować tego przywileju w poprzedniej kadencji.  Doskonale pamiętam te żenujące debaty podczas, których różni radni jak Rejtan bronili „swego”, inni zaś z zawstydzeniem milczeli, dając ostatecznie wyraz swojemu stanowisku w głosowaniu. Kampania wyborcza się skończyła. Nie musi więc PO udawać, że nie było koalicji, która mogła przegłosować każdą uchwałę (wspólnie z Czasem Gospodarza). Mogła, ale widać w tej sprawie zabrakło woli.

Dostrzegam w tym jednak pewną nutkę optymizmu. Wygląda na to, że PO (bez względu na motywy) było inicjatorem  zabrania partiom dotacji z budżetu państwa. Polityczne tuczenie się z publicznych środków (pochodzących z naszych podatków) tym razem jednak obroniły wspólnie PiS i SLD (czy ktoś mówił o egzotycznej koalicji w Toruniu ?). Może więc tym razem PO wspólnie z Gospodarzami prezydenta Zaleskiego zrezygnują z żenującego zapisu o bezpłatnych przejazdach w Toruniu ?

02 grudnia 2010 roku:

Marian Frąckiewicz został przewodniczącym nowej Rady Miasta Torunia. To dobra decyzja ! Marian jest jednym z najbardziej zasłużonych dla toruńskiego samorządu polityków. Człowiekiem znanym m.in. z ogromnego zaangażowania w rozwiązywanie problemów toruńskiego sportu. Jednak nie tylko. W gronie obecnych radnych nie dostrzegam nikogo, kto może się z nim równać wiedzą o meandrach toruńskiej gospodarki komunalnej, a równocześnie należy do elitarnego (co oznacza także nieliczne) grona radnych rozumiejących budżet miasta. Lata spędzone w ławach Rady Miasta dają mu także niezbędne doświadczenie w kierowania naszym lokalnym parlamentem. Nigdy żaden przewodniczący Radny nie miał „na starcie” tak znakomitego przygotowania. Jak Marian wykorzysta tę szansę, czas pokaże.

Jedno jednak psuje mi humor. Wybór Frąckiewicza odbył się po targach z klubem PiS. Są ludzie (partie), z którymi nawet znaleźć nie warto! Do tej grupy zaliczam leni i układowców z tego ugrupowania. Tym samym chcę też wyrazić jasny sprzeciw wobec dogadywania się z Prawem i Sprawiedliwością. Panie Prezydencie ! Zbigniew Rasielewski jest ostatnią osobą, która może zostać wiceprezydentem. Popatrzmy  uczciwie na ostatnie cztery lata. Czy naprawdę spokój w Radzie wart jest ryzykowania losem, bliskiego Ci jak mniemam, miasta. Podobno jest jeszcze czas aby się opamiętać !

28 listopada 2010 roku:

Tematem numer jeden jest ostatnio ulica Nieszawska. I choć obiecywałem sobie, że po wyborach się wyciszę, nie mogę znieść bzdur, które przy okazji dziury w jezdni wygaduje się i wypisuje.  Moim zdaniem oczywiście  Michał Zaleski ma rację: nie ma w budżecie miasta środków na remont drogi wojewódzkiej, drogi, która na dodatek jest głownie trasą komunikacyjną do sąsiednich miejscowości, a nie ważną arterią tranzytową. Środki unijne przeznaczone zostały na modernizację dróg o większym znaczeniu dla Torunian. Każda z nich była bowiem remontowana z udziałem także środków pochodzących  z budżetu miasta, a więc stanowisko mieszkańców musiało  tu mieć zasadnicze znaczenie.  Problem jednak w tym, że dziś miasto nie ma środków z dwóch zasadniczych powodów: po pierwsze – wydano je na zadania obce (np. uniwersytetu, instytucji kościelnych, policji, itp.) lub po prostu rozdano (udzielając 99-procentowej bonifikaty Kurii) oraz  po drugie-  wydawano na zadania o mniejszym znaczeniu dla zabezpieczenia elementarnych standardów   życia mieszkańców (np. fontanna, dwie sale koncertowe, stadion za 100 mln zł  dla jednej dyscypliny sportowej i wiele, wiele innych).

Gdy mówiłem o potrzebie rzeczowej debaty na tematy miasta w czasie kampanii wyborczej, to  miałem oczywiście na myśli takie zasadnicze problemy jak wyżej opisany. Torunianie karmieni byli papką wyborczą, wysłuchiwali  nieszczerych i nierealnych deklaracji i nie zauważyłem,  aby ktoś nagabywał kandydatów pytaniami o kształt budżetów czy politykę inwestycyjną gminy. Nie słyszałem sporów o priorytety polityki finansowej  czy zasady kształtowania kosztów i wydatków budżetowych.

Brak środków w budżecie na remont ulicy Nieszawskiej to prosta konsekwencja priorytetów i stylu  rządzenia przez prezydenta Michała Zaleskiego. Stylu, który przyniósł mu 65% głosów w pierwszej turze. Czy ktoś chce mi wmówić, że Torunianie nie wiedzieli co robią ?

23 listopada 2010 roku:

Pora na krótkie podsumowanie wyników wyborów do Rady Miasta.

Zwycięzcą okazał się Czas Gospodarzy powiększający swój skład do siedmiu radnych.  Niepokoi  mnie nieco  skład tej grupy ( w końcu piątka była już w radzie poprzedniej kadencji), ale w końcu nikt niczego od nich nie oczekuje, tylko głosowania zgodnie z wolą ich (s)twórcy i człowieka, któremu zawdzięczają swoje mandaty. Wątpliwy efekt osiągnęła PO powiększając swój skład o jeden mandat (w stosunku do początku poprzednie kadencji), ale cóż, zapłacili słuszną cenę za absurdalną umowę koalicyjną (i marną kampanię wyborczą). Ciekawe czy i tym razem pójdą na lep przyjemności ogrzewania się w cieple prezydenta. Ciekawe czy prezydent zechce im tego ciepła udzielić !  W końcu nic prostszego jak koalicja bez PO. Oj będą musieli prosić !

W końcu dwoje przegranych: PiS i SLD. Klub Radnych PiS w poprzedniej kadencji był niewątpliwie najsłabszym w całej Radzie: leniwy, wewnętrznie rozbity i słaby merytorycznie. Czy ten będzie inny ? Wątpię. Ale mają zapewne jedną  mocną stronę: razem z nimi każdy może stworzyć samodzielną większość w Radzie Miasta. Czym skusi ich Michał Zaleski, co zaproponuje PO ?

No i w końcu SLD. Kompromitacja. Trzecia siła polityczna w kraju. Partia aspirująca do roli drugiego bieguna politycznego, wprowadza do samorządu toruńskiego trzech radnych. Nawet nie zdoła utworzyć klubu ! Ponownie przez następne cztery lata, skazana na całkowitą marginalizację,  będzie politycznie „umierać”  w przydrożnym rowie.  Ale kogo to obchodzi ? (bo kierownictwo partii zapewne nie).

Żal mi tylko działaczy pozarządowych. Namawiałem aby startowali z własnych list wyborczych. Nie chcieli, nie potrafili, nie mogli ? Wtopili się w PO. Zaginęli w tłumie, rozmydlili program. Nic nie osiągnęli. Czy jedna jaskółka może czynić wiosnę ?

Są wśród radnych 6 kadencji osoby, które szanuję, są beznadziejni karierowicze i partyjne lizusy, są tacy, których nie znam. Jakie daję im szanse ?  Choć nie rozumiem jak 65% z 40%, które poszło do wyborów,  mogło stojąc w korkach, w zimnych autobusach, koczując przed przedszkolami, patrząc na zepsutą fontannę i grasujących z radarem strażników miejskich, błagając  o groszowe wsparcie  na przedszkole dla autystycznych dzieci, patrzących jak Kuria Toruńska „kupuje” kamienicę za  14 000 zł, a prezydent z przewodniczącym Rady jadą za publiczne pieniądze na wycieczkę do Stanów Zjednoczonych; jak  tych 25% uprawnionych do głosowania Torunian  mogło zagłosować na Michała Zaleskiego – to chcę wierzyć, że mieli rację i wybrali najlepszą Radę Miasta na jaką stać Toruń.

22 listopada 2010 roku:

Czy Michał Zaleski wygra wybory prezydenckie w 2014 roku ?  Tak,  jeżeli:

  1. Nie uwierzy że jest genialny i nieomylny,
  2. Nie otoczy się lizusami, pochlebcami  i karierowiczami,
  3. Naczelną zasadą uczyni interes Miasta  i jego Mieszkańców,
  4. Nie będzie rozdawał majątku gminnego,
  5. Nie będzie finansował z budżetu miasta zadań obcych,
  6. Będzie przeprowadzał autentyczne konsultacje społeczne przed podjęciem decyzji,
  7. Ustali (choć nie musi jej ujawniać) rzeczywistą hierarchię zadań inwestycyjnych i rozpocznie ich realizację.
  8. Nie zaniecha znakomitej socjotechniki, która już doprowadziła do trzeciej kadencji
  9. …,

Ale … co ja tu będę udzielał  Prezydentowi dobrych rad. Gratuluję i  szacunek Michale !

18 listopada 2010 roku:

No to mamy aferę kampanii !  Podobno PO „wydeptała”  tymczasowy most dla Torunia, ale oficjalny wniosek w tej sprawie złożył do ministra prezydent Zaleski. Kandydat Przybyszewski grzmi:  plagiat! Prezydent Zaleski odpowiada: bzdury. I co tu robić ? Proste: myśleć, jeśli nie uważałeś jak robiłeś – to teraz rób jak uważasz.  Kandydat Zaleski znany jest od zawsze  jako mistrz socjotechniki. Skoro miasto może uzyskać jakieś korzyści, to obowiązkiem prezydenta jest z tych możliwości skorzystać. Nic dodać – nic ująć!  Aż się dziwię, że nie zapytał (złośliwie) PO czy oczekiwali, że zmarnuje taką szansę dla miasta. Tak samo po mistrzowsku wykorzystał „ parcie”  PO do władzy w 2007 roku,  podpisując z nimi umowę koalicyjną, gwarantującą mu spokojną kadencję (przesądzone wyniki głosowań), współodpowiedzialność PO za stan miasta oraz co dziś szczególnie ważne, marginalizację lokalnych działaczy PO, chadzających przez lata w cieniu prawie dwumetrowego prezydenta.

Polityka – nie dla idiotów !

15 listopada 2010 roku:

Poraża mnie miałkość programów  wyborczych, sprowadzających się do ogólnych deklaracji (nie uwzględniających często ani opinii mieszkańców, ani możliwości finansowych Torunia). Komitety unikają odnoszenia się do naprawdę istotnych dylematów życia samorządowego do których zaliczam:

a/.  skuteczność  w pozyskiwaniu dochodów  i stosunek do wielu budzących kontrowersje  wydatków,

b/. odniesienie się do programu polityki inwestycyjnej miasta,

c/. stosunek  do polityki finansowania z budżetu zadań i podmiotów nie będących własnymi zadaniami samorządu,

d/. oceny polityki konsultacji planów władz z mieszkańcami,

e/. sułtańskiego stylu sprawowania władzy,

f/. ocena struktur miejskich, jednostek budżetowych i spółek miejskich,

g/. polityka miasta wobec podmiotów gospodarczych, analiza preferencji i niechęci,

h/. wizja polityki kulturalnej miasta, w tym ocena  klęski w ubieganiu się o tytuł ESK 2016,

i/. odniesienie się do polityki „lawirowania” zasadami wobec różnych podmiotów,

j/. rzeczywista, a nie wyborcza, polityka oświatowa miasta.

Mógłbym oczywiście udzielić „swoich” odpowiedzi na podniesione tu kwestie, ale ponieważ nie kandyduję – przemilczę. Zresztą dla osób interesujących się życiem miasta odniesienie się do tych spraw nie jest  zbyt trudne zadanie, prawda ?

09 listopada 2010 roku:

Dziś kolejny przyczynek do „sklerozy” wyborców.

Oglądałem wczoraj w telewizji bydgoskiej relację z kolejnej konferencji prasowej kandydata Michała Zaleskiego. Na świeżym powietrzu, w otoczeniu uśmiechniętych matek z dziećmi na ręku (nic tak nie ociepla wizerunku kandydata jak towarzystwo maluchów) Kandydat przekonywał jak bardzo leżą mu na sercu problemy rodziców (i maluchów) ze znalezieniem miejsc w przedszkolach i żłobkach. Już wkrótce powstaną nowe obiekty kończące wieczne problemy z opieką nad maluchami, zapewnił Kandydat.

Natychmiast w pamięci stanął mi mój ( i Jarka Najberga) projekt stanowiska w sprawie rozbudowy sieci żłobków i przedszkoli w Toruniu. Wróciły wspomnienia z posiedzenia konwentu seniorów z 18 lutego tego roku, podczas którego Prezydent i dwaj radni z Czasu Gospodarza (Jasiński i Rojewski) wspierani przez panów Przybyszewskiego (PO), Jaworskiego i Rasielewskiego (PiS) odrzucili możliwość poważnej debaty na ten temat. Ach, jak w żłobkach i przedszkolach było wtedy wspaniale ! ( zainteresowanych odsyłam do zakładki „Inicjatywy i poprawki” pod odpowiednimi datami).

Zastanawiam się jednak czy ówczesna postawa „gospodarzy” była efektem organicznej niechęci do cudzych inicjatyw, czy też dziś, licząc na marną pamięć wyborców, mówiąc  to co, jak sądzą, chcieliby oni usłyszeć. Obserwując polityków w czasie kampanii wyborczej warto pamiętać co ROBILI zanim kampania się zaczęła.

02 listopada 2010 roku:

W poprzednim komentarzu, na co zwrócił mi uwagę  jeden z moich dzisiejszych Rozmówców (dziękuję p. Marcinie) zabrakło informacji o zachowaniu na ostatniej komisji rewizyjnej radnego Jarosława Beszczyńskiego. Sam fakt, że zapomniałem o nim,  powinien wystarczyć za komentarz na temat jego aktywności i merytorycznego wpływu na pracę komisji.  Ale skoro powiedziało się „A”…:  Jarek Beszczński był nieobecny ( tak jak Grzegorz Górski – porównanie nie przypadkowe). Tym samym więc nie brał udziału w głosowaniu. Gdyby jednak był – wzmocniłby oczywiście stronnictwo prezydenckie. Taką postawę prezentuje zresztą nie od czasu jako „wszedł”  na listę Zaleskiego ( w przeciwieństwie do p. Lidki).

Poza tym świat stoi na głowie. Oglądałem wczoraj wywiad z p.Pakosińską. Prosiła aby nie obrażać kabaretu mówiąc np. że w sejmie jest czysty kabaret. Jestem w kropce. Dziś usłyszałem jak kandydat Przybyszewski oburzał się, że remont ul. Mickiewicza  przeciąga się niemiłosiernie. Ciekaw jestem o czym też obaj Panowie rozmawiali przez ostatnie cztery lata, gdy wspólnie odwiedzali (dalekie kraje np. Stany Zjednoczone – za pieniądze toruńskich podatników), otwierali, inaugurowali itp. itd. Nie o sprawach remontów toruńskich ulic ???  To nie kabaret. To przejaw głębokiej wiary kandydata Przybyszewskiego – wiary w „sklerozę”  wyborców.

25 października 2010 roku:

Dziś komisja rewizyjna  uchwaliła, że inwestycje drogowe w mieście przebiegają wzorcowo i nie dezorganizują  życia Torunian, a prace remontowe na drogach wykonywane są wzorowo i bez poważnych zastrzeżeń (zapadnięte studzienki i chodniki to fatamorgana). Stało się to przy uchwalaniu protokółu pokontrolnego stanu inwestycji i remontów drogowych w Toruniu. W wyniku głosowania 3 do 2 odzrucono krytyczne wnioski  komisji wynikające z kontroli. Wnioski odrzucono głosami: Lidii Chamarczuk-Mazurek, Romana Skibińskiego  (oboje obecnie prezydencki Czas Gospodarzy) oraz Zbigniewa Rasielewskiego (PiS). Za wnioskami zagłosowali Krystyna Dowgiałło i ja. Nieobecny (jak zazwyczaj) był Grzegorz Górski (PiS)  i Edward  Wiśniewski (chory).

Ponieważ zbliżają się wybory i Torunianie mają prawo wiedzieć na kogo głosują, będę pisał o zachowaniach radnych po imieniu. Nie ma strachu – już nie zbyt długo !

15 października 2010 roku:

Właściwie nie wiem jak skomentować podpisanie umowy na budowę mostu wraz z drogami dojazdowymi. Przez te osiem lat Michała Zaleskiego powiedziałem już chyba wszystko. Czasem tylko (nie bez drobnej satysfakcji)  słyszę u  wszelkiej maści komentatorów echo moich opinii wypowiadanych lata temu. Dziś nasuwa mi się taka oto analogia: od wielu lat polskie rzeki („giganty”  nie do opanowania, Amazonka, Nil czy Ren to przy nich strumyki) zalewają coraz większe obszary; ludzie płaczą i pomstują na bezczynność władz; po latach ciężkiej pracy i wyrzeczeń, odbudowują swoje domostwa; cieszą się i duma ich rozpiera; nie  martwią się wtedy, że ich wysiłek nie rozwiązuje zasadniczego problemu , pójdzie na marne ?

Torunianie mogą cieszyć się dziś z rychłego rozpoczęcia najważniejszej od lat inwestycji ( uwaga Panowie Władza – bez megalomanii i przesady !). Ale czy dziś myślą o tym, że nowy most nie rozwiąże żadnego problemu komunikacyjnego w mieście, a fakt, że stanowi jedynie fragment całej trasy,  będzie źródłem wielu nieuniknionych kłopotów  i utrudnień ?

13 października 2010 roku;

Specjalna komisja powołana przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (chyba – bo nazwy ministerstw zmieniają się szybciej  niż poglądy niektórych kandydatów) nie przyznała Toruniowi prawa do ubiegania się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Powołanie specjalnego biura (pomysł prezydenta Zaleskiego i toruńskiego PO z przewodniczącym Przybyszewskim na czele) okazało się kosztowną fanaberią urzędniczą. Prestiż prezydenta ogromnie ucierpiał i wyprawa po złote runo (wyjazd do Warszawy na ogłoszenie wyników) pokazały słabość  „sukcesów” opartych o autopromocję.  Na szczęście pozostaje prezydentowi Zaleskiemu przywoływane często przeze mnie powiedzenie: „nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go…”. Człowiekiem kulturalnym ( i przyzwoitym) jest się nie dlatego, że ma się na to stosowny dyplom, ale dlatego, że się jest kulturalnym (i przyzwoitym). Ważne jest to, aby Torunianie to byli ludzie kultury (i kulturalni)… o i to należy dalej zabiegać.

A  mojego kredo dla ESK 2016 może Pan Prezydent i inni Kandydaci używać, jak najbardziej !

11 października 2010 roku:

A nie mówiłem !!!  Tym razem nie mogę sobie odmówić tego wyzwania, proszę wybaczcie mi tą słabość; a w końcu to moja strona mogę więc sobie pozwolić.

29 kwietnia w komentarzu dla Gazety Pomorskiej powiedziałem: „Sądzę, że SLD nie mając kandydata, będzie chciało poprzeć Michała Zaleskiego. Trzeba pamiętać, że prezydent od lat odcina się od lewicowych korzeni. Stąd może ta nieoficjalna koalicja. … Może być tak, że prezydent nie będzie chciał oficjalnie uzyskać poparcia od tej partii. Powie, że każdy może go poprzeć i wcale o to nie zabiegał”. Co na ten temat powiedział wtedy marszałek Jerzy Wenderlich, szef toruńskiego SLD, pisałem na tej stronie 1 maja br.

Dziś  po południu oglądałem bydgoskie „Zbliżenia”  i wyemitowaną tam  relację z konferencji prasowej Jerzego Wenderlicha. I co Panie Marszałku, nie mówiłem !!!

Odnosząc się jednak szerzej do rozpędzającej się kampanii samorządowej powiem tak: po komitetach wyborczych i kandydatach na radnych nie spodziewam się wiele. Jednak od kandydatów na prezydenta miasta oczekuję szybkiej publikacji programów dla Torunia. Żadne wykręty nie będą tolerowane ! Panowie do roboty! Ostatnei tygodnie do wyborów z przyjemnością (ale i z obowiązku wobec moich wyborców) poświęcę  na chwalenie waszych pomysłów i negliżowania niekompetencji. Obiecuję merytoryczną i twardą ocenę.

04 października 2010 roku:

Muszę przyznać, że PO sprytnym manewrem zmusiła Zaleskiego do przyznania się do niezbyt eleganckiego i legalnego rozpoczęcia kampani wyborczej z liściem dębu w tle. Anonimowy plakat „przyrodniczy” okazał się bowiem w rzeczywistości plakatem wyboczym prezydenta, pozbawionym wymaganego prawem podpisu komitetu. Ciekaw jestem czy koszty jego druku i ekspozycji zostaną wykazane w sprawozdaniu finansowym kandydata i jego komitetu. A swoją drogą poseł Karpiński tak wystraszył się groźby procesu ze strony komitetu prezydenta (a był przecież czas przywyknąć), że tylko wydukał, iż czekają na merytoryczną część kampanii. Doczekają się, obawiam się jednak że nie mają w niej żadnych szans !

01 października 2010 roku:

Gorączka wyborcza narasta ! Podczas wczorajszej sesji co chwila dochodziło do spięć na linii Michał Zaleski – PO. Tymczasem zwycięski pozostaje urzędujący prezydent. Zadziwiająca jest postawa PiS, który po zgłoszeniu swojego kandydata na prezydenta, w dalszym ciągu murem stoi za Zaleskim. Czyżby potwierdzała się teza o „pisowskim” strachu przed atakowaniem kandydata popieranego przez Środowisko Radia Maryja ?

Prawdziwy popis dali jednak radni (bez względu na barwy klubowe). Gdy ok. 19.30 zakończyliśmy omawianie druków wymagających głosowań i przyszła pora na zapoznanie się z aktualnymi informacjami na temat czterech ważnych dla miasta spraw (rozwój sieci tramwajowej, BiT City, inkubator technologiczny i program rewitalizacji) na wniosek radnego Ernesta (PiS) zmieniono porządek obrad, wykreślając ten punkt z porządku wczorajszej sesji. Zdecydowana większość radnych wolała iść do domów (chyba) niż dalej pracować.

Co ciekawe, wniosek o zakończenie obrad przed wyczerpaniem zaplanowanego porządku poparła większość radnych, którzy zamierzają ubiegać się o reelekcję.

Wracając do domu zastanawiałem się po co, skoro wolą pielesze domowe od żmudnego siedzenia na sali Rady ( i tak większość z nich tylko biernie uczestniczy w obradach !), ubiegają się o ponowny wybór. Czyżby naprawdę chodziło tylko o diety i wyjazdy zagraniczne ?

21 września 2010 roku:

Jest kolejny kandydat na prezydenta p. Jarosław Milczarek – moja prośba do Pana Boga aktualna. Wygląda na to, że kandydatów można podzielić na dwie grupy (ze wspólnym mianownikiem): dwóch nie wolno dopuszczać do władzy bo już udowodnili swoją nieudolność, dwóch pozostałych nie wolno dopuszczać do władzy – bo nie mają o mieście bladego pojęcia ! A ja myślałem , że po ostatnich wyborach prezydenta państwa gorszy dylemat wyboru  „mniejszego zła”  już nie może się zdażyć !

16 września 2010 roku:

Przemysław Przybylski, Waldemar Przybyszewski i Michał Zaleski ogłosili zamiar ubiegania się o stanowisko prezydenta miasta – Boże miej w opiece Toruń i jego mieszkańców !

14 września 2010 roku:

Po przeczytaniu wczorajszej i dzisiejszej prasy oraz lekturze strony Urzędu Miasta, jest mi po prostu wstyd !

Prezydent Michał Zaleski złożył prywatny akt  oskarżenia przeciwko krytykującemu go mieszkańcowi Torunia !!!  Toruńczyk nie pomówił Michała Zaleskiego o działania w jego życiu prywatnym, dotyczące jego spraw i zachowań osobistych, nie odnosił się do tego co robi prywatnie Michał Zaleski. Ostro za to ocenił zachowanie prezydenta miasta Torunia, wyrażając swoje krytyczne oceny i opinie w piśmie do  dyrektora departamentu wdrażania centrum unijnych projektów transportowych !

Kilka dni temu prezydent Michał Zaleski oskarżył organizatorów spotkania mieszkańców w sprawie sieci dróg na Podgórzu o „wrogie działania”, dlatego, że kwestionują jego wizję komunikacji w tej części miasta !

Kilka godzin po powrocie z wycieczki  do Getyngi zagroził dziennikarzom Gazety Pomorskiej konsekwencjami prawnymi jeśli nie przedstawią konkretnych dowodów w sprawie opisywanych przez nich nieprawidłowości w toruńskim MPO. Co mogą oznaczać konkretne dowody – oczywiście nazwisko (lub nazwiska) osoby (lub osób), które z dziennikarzami rozmawiały.

Co tu widzę: widzę butną i małostkową próbę zatkania ust krytykom! Od ośmiu lat jestem „wrogiem publicznym” Pana Prezydenta: krytykuję, wytykam, poprawiam. Czy teraz mam się zacząć bać ? Czy Michał Zaleski zabije rodzącą się aktywną demokrację samorządową ?

Wstyd mi, że muszę zadawać takie pytania prezydentowi Gotyckiego Torunia, miasta słynącego ze swoich mieszczańskich (demokratycznych)  tradycji od 777 lat.

Pamiętajmy: jeżeli wszyscy są jednomyślni – ktoś jest bezmyślny !

Trzymam kciuki za wszystkich zastraszanych przez Michała Zaleskiego. Demokracja to władza „ludu”, a nie prezydenta.

12 września 2010 roku:

Wczoraj toruński PiS ujawnił nazwisko swojego kandydata na prezydenta miasta. Będzie nim p. Przemysław Przybylski. Kto to jest Przemysław Przybylski ? Nie mam pojęcia – i w tym wlaśnie problem. Od 16 lat jestem w centrum życia samorzędowego Torunia i nigdy nie spotkałem p. Przemysława. Podobno osiągnął dobry wynik w wyborach do europarlamentu, ale co ma piernik do wiatraka ? Co ten Pan wie o mieście, co wie o samorzędzie, jakie ma doświadczenie w pracy samorządowej, jakie ma doświadczenie w zarządzaniu wielkimi organizmami społeczno-gospodarczymi ? Nic, kompletna pustka. Wydaje się, że stan ten potwierdza od dawna znaną tezę, że toruński PiS zrobi wszystko, aby wygrał kandydat dyrektora  Rydzyka, licząc w rewanżu na poparcie w wyborach parlamentarnych.

Coraz aktywniejszy jest natomiast drugi zgłoszony kandydat – Waldemar Przybyszewski. Podobno kieruje się w działalności społecznej dwoma powiedzeniami: „siła argumentu, a nie argument siły” oraz ” pamiętaj, aby nikt nigdy przez Ciebie nie płakał”. Tego akurat kandydata znam od wielu lat i w moim przekonaniu przez ostatnie cztery lata kierował się zasadą „nie ma grabi, które grabią od siebie” i ” nie warto się kopać z koniem” (czyli, przepraszam, z Michałem Zaleskim ! ). Natomiast jeśli chodzi o drugie piękne powiedzenie, w pamięci tłucze mi się inne: „w największej przyjaźni psy zająca zjadły”. Zagadka dla czytelników: kto tak lubił mawiać ?

07 września 2010 roku:

Ciężki jest los opozycjonisty !

Gdy tylko skrytykuję Pana Prezydenta liczyć się muszę z natychmiastową repliką.  Zwykle nasze publiczne spory mają charakter merytoryczny, służą więc tak naprawdę rozwojowi naszej toruńskiej demokracji samorządowej, dając równocześnie  mieszkańcom  szansę poznania różnych stron medalu. To że prezydencka strona medalu jest popularniejsza – to oczywiste, któż bowiem może się z nim równać w autokreacji i autoreklamie. Popularność jednak nie ma nic wspólnego z racją. Gdy dziś w „Gazecie Pomorskiej”  skrytykowałem (jak zwykle  niezwykle delikatnie) odwlekanie przez Prezydenta momentu  podpisania umowy na budowę mostu, sugerując, że jest to spowodowane względami marketingu wyborczego, usłyszałem (przeczytałem ?), że widocznie nie pamiętam i nie rozumiem co sam uchwaliłem, bo powinienem znać „przepis uchwalony z … moim… udziałem”.  Rzecz jednak w tym, że wiem co uchwala się z moim udziałem, przypomnę więc Panu Prezydentowi, że budżet miasta na 2010 rok, przewiduje wydanie na budową „Mostu drogowego w Toruniu wraz z drogami dojazdowymi” kwoty 921 332 804 zł, w tym w 2010 roku 81 821 000 zł. Wszystko to oczywiście z budżetu miasta, choć wszyscy mamy nadzieję że znaczna część tych środków wpłynie do tegoż budżetu z tzw. źródeł zewnętrznych. Istota jednak problemu  sprowadza się do tego, że taki zapis budżetowy (wraz z upoważnieniem do zaciągnięcia zobowiązania wieloletniego, bez wskazywania źródeł z jakich pochodzić będą środki budżetowe) jest wystarczającą podstawą finansową do podpisania umowy wykonawczej na most. Tyle i tylko tyle.

Pytanie, które gnębi mnie od momentu przeczytania wypowiedzi Michała Zaleskiego brzmi: czy Prezydent nie zna reguł  finansowych miasta czy świadomie wprowadza Torunian w błąd ?

04 września 2010 roku:

Koniec wakacji – pora do pracy.

Przed paroma dniami władze Torunia podpisały kolejne porozumienie w ramach tzw. współpracy miast partnerskich. Tym razem wybór padł  na chińskie miasto Gulin. Daleko, daleko… Tak daleko, że niewielu stać na wycieczkę do azjatyckiego kolosa. Miasto może sobie jednak pozwolić na sfinansowanie wycieczek kilkunastu osób z kręgu władzy. Tym bardziej, że najważniejsi już tam byli. Za publiczne pieniądze, przypomnijmy bowiem, że już dwie delegacje zaliczyły Chiny, w tym  Największy Toruński Podróżnik. Czy są takie miejsca na świecie gdzie „nasi” nie dotarli ? Oczywiście. Ponowne kandydowanie jest więc pewne.

Śmieszyć  tylko mogą podnoszone  dziś, w przeddzień wyborów samorządowych, przez koalicyjne ugrupowania, zastrzeżenia: co z tego mamy (my Torunianie)! Czyżby Zbigniew Rasielewski nie załapał się na dotychczasowe wycieczki ? Jeśli nie, musi kandydować na prezydenta – z tego miejsca będzie mógł wybierać kolejne trasy turystyczne. Problem jednak w tym, że Michał Zaleski i Waldemar Przybyszewski już parę miejsc zaliczyli. Może w takim razie jednak któryś z nich. Będzie taniej !

Ostatnio jednak dowiaduję się, że Rada Pedagogiczna IV LO przyznała Michałowi Zaleskiemu tytuł Pierwszy Wśród Równych Sobie. Pomyślcie tylko, nauczyciele i dyrekcja szkoły miejskiej, których przełożonym jest prezydent miasta przyznaje wyróżnienie swojemu przełożonemu !! Czy to jeszcze śmieszne, czy już makabryczne. I komu tu powierzyć przyszłość miasta  ?

15 lipca 2010 roku:

W zamieszczonym dziś w „Gazecie Wyborczej” komentarzu do mojego apelu ws. finansowania sportu Zbigniew Rasielewski ujawnia, że nie jest populistą (tak jak ja), ale chciały wiedzieć to co ja. Ujawnia w ten sposób, że nie rozumie słowa populista, choć ktoś kto wiesza swoje fotografie w mieście prosząc o telefon powinien to jednak rozumieć, bo co zrobi gdy ktoś zapyta go co zrobił aby nie marnowano publicznych pieniędzy.

Kandydat Przybyszewski ujawnia zaś, że nie lubi „od ściany do ściany” oraz Makowskiego bo szuka dziury w całym. Wiem to od dawna, że kadydat Przybyszewski lubi z władzą, czego najlepszym  przykładem były cztery ostatnie lata politykowania kandydata Przybyszewskiego: nie tylko nie szukał „dziury” u prezydenta Zaleskiego, ale skwapliwie popierał wszystkie budżety i udzielał absolutorium. A że czasami wpadł opłacony przez miasto stały karnet vip-owski na mecze żużlowe… Cóż nie samym chlebem człowiek żyje !

6 lipca 2010 roku:

Choć dotychczas unikałem komentowania wydarzeń „pozatoruńskich”, nie sposób nie odnieść się do wyników wyborów prezydenckich. Tym bardziej, że mają one swój lokalny wymiar. Naukowcy, dziennikarze, politycy i my zwykli obywatele głowimy się nad wyjaśnieniem istoty wyborczego zwycięstwa Bronisława Komorowskiego. W mojej ocenie nie było ono wcale takie skromne, trudno bowiem uznać, że ponad sześcioprocentowa przewaga jednego z dwóch kandydatów ( a to jest istota drugiej tury: wybór pomiędzy dwoma) to niewiele. Nierówne szanse to mieli kandydaci w pierwszej turze. W czasie kampanii obaj pretendenci umizgiwali się do wyborców i obiecywali góry złota (a może błota – nie dosłyszałem). Zasadnicza jednak równica między nimi była głęboko skrywana. Mało tego obaj zgodnie zaprzeczali jej istnieniu. Moim zdaniem bowiem to podział Polaków: nie na Polskę A i B, nie na wieś i miasto, nie na wykształconych i ze skromniejszymi świadectwami szkolnymi, nie na fundamentalistów i liberałów światopoglądowych, nawet nie na zacofanych i postępowych ! Takie podziały są krzywdzące i niesprawiedliwe.

Istotą podziału jest stosunek do państwa: część spośród nas oczekuje państwa opiekuńczego, rozwiązującego problemy, zapewniającego służbę zdrowia i edukację, dbającego o zmniejszanie różnic materialnych, walczącego administracyjnie z bezrobociem, idącego pół kroku przed nami i usuwającego przeszkody. Druga część oczekuje, że państwo nie będzie ingerowało w nasze życie prywatne, będzie tworzyło warunki rozwoju gospodarczego, wspierało edukację i służbę zdrowia, stanowiło i pilnowało przestrzegania prawa, pójdzie obok nas. Ta różnica, wbrew pozorom, była przez obu rywali eksponowana … ale u tego drugiego. Wyrazem tego było „oskarżanie” o chęć prywatyzacji szpitali, czy „wytykanie” autorytarnych zapędów IV Rzeczpospolitej.

Na koniec aspekt toruński: w moim przekonaniu taki opiekuńczy model władzy reprezentuje prezydent Michał Zaleski. Czy nie jest to jakieś wyjaśnienie dlaczego dotąd żaden kandydat PiS nie zagroził jego pozycji, a popierający go w ciągu kolejnych kadencji rywale z PO z kretesem przegrywali ? Niech najsłabszy, wśród dużych miast regionu, toruński wynik B. Komorowskiego będzie przestrogą. Jeśli ewentualna kandydatura Michała Zaleskiego ma się spotkać z rzeczywistą alternatywą (a powinna), najwyższa pora przemyśleć program i dobrać do niego odpowiednich ludzi.

11 czerwca 2010 roku:

Czytam ostatnio dużo na temat zamieszania wokół powołania nowego dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej. Okazuje się, że zastrzeżenia do przebiegu konkursu zgłasza marszałek Piotr Całbecki, reprezentujący Urząd Marszałkowski jako organ współprowadzący. Mało tego swoje uwagi przedstawia też Ogólnopolskie Forum Sztuki Współczesnej, a ostatnio także Inicjatywa  Kulturalna dla Torunia. Obie  organizacje powołują się na brak transparentności konkursu, czyli przede wszystkim jawności w obsadzie stanowiska miejskiego urzędnika.

Zawsze uważałem, że jawność i przejrzystość działań samorządu lokalnego stanowi fundament jego działalności. Sądziłem także, że oczekiwania w tym względzie uzasadnia i broni polskie prawo. Jakież więc było moje zdziwienie gdy prezydent poinformował o podpisaniu tajnej (W ZAKRESIE ŚRODKÓW FINANSOWYCH !!!) umowy na organizację cyklu Grand Prix na Żużlu. Jednak w walce o odtajnienie dokumentu nikt mnie nie wsparł. To, że milczeli radni – rozumiem, to że odmówiła wyjaśnienia Regionalna Izba Obrachunkowa – szok, to że wsparło jej decyzję MSWiA  – nie do pojęcia. Czyżby więc transparentność potrzebna była tylko tam, gdzie chodzi o obsadę stanowisk ?

03 czerwaca 2010 roku:

Od jakiegoś czasu toczy się na łamach prasy dyskusja, czy radnym potrzebne były laptopy i czy potrafią się nimi posługiwać. Sam się nad tym zastanawiam i przyznam, że w stosunku do kilku osób mam podobne zastrzeżenia jak red. W. Giedrys z „Gazety Pomorskiej”. Obserwuję po prostu koleżanki i kolegów podczas sesji i komisji i wyciągam wnioski… Nie mnie jednak oceniać radnych, niech to zrobią podczas najbliższych wyborów Torunianie, tym bardziej, że jak słyszę większość radnych zamierza się ubiegać o ponowny mandat.

Jedno jednak wiem na pewno! Prezydent  Michał Zaleski i przewodniczący Waldemar Przybyszewski nie potrafią posługiwać się komputerem, w tym przede wszystkim odbierać i wysyłać wiadomości e-mailowych. Wyobraźcie sobie państwo, że 30 marca 2010 roku wysłałem do obu mój apel w sprawie organizacji ruchu na moście Piłsudskiego w Toruniu i do dnia dzisiejszego żaden z nich  mi nawet nie odpowiedział !!!   Bo chyba nie chcecie  mi wmówić, że lekceważą radnego Miasta Torunia, wybranego w wolnych i demokratycznych wyborach. Oznaczałoby to porzecież, że lekceważą wszystkich Toruniam, a szczególnie tych, którzy poszli głosować w ostatnich wyborach samorządowych. Obaj tak lubią podkreślać jak bardzo wsłuchują się w głosy mieszkańców i zapewne liczą na nich podczas najbliższych wyborów.

26 maja 2010 roku:

Gdy około dwa tygodnie temu spotkałem się z przedstawicielami Porozumienia Infrastruktura Toruń (na ich prośbę, żeby nie było wątpliwości  !) zachęcałem Ich do aktywnej prezentacji swoich poglądów podczas planowanej na 18 maja debaty władz  miasta z mieszkańcami na temat koncepcji rozwoju komunikacyjnego Torunia. Panowie wyjaśnili  mi, że do debaty 18-go nie dojdzie, ponieważ niektórym z nich nie pasuje ten termin i właśnie są w trakcie uzgadniania nowej daty. Ostrzegałem, że nie należy odwlekać spotkania bo „co się odwlecze … to uciecze”. Przekonanie o własnej doskonałości skłoni władze do znalezienia różnych sposobów zminimalizowania wpływu buntowników, bądź odsunięcia go w czasie na moment, gdy wszystko już będzie przesądzone. Mimo to przystali na nowy termin 25 maja. 24 maja otrzymałem wiadomość że debata się nie odbędzie, bo oczywiście … powódź, a osoby, które miały w debacie uczestniczyć walczą z  skutkami wielkiej wody! Racja – no racja ! Tylko, że wczoraj prezydent znalazł czas aby wziąć udział w walnym zgromadzeniu u swojego politycznego „kumpla” w MPO, a dziś wspólnie z posłem PO gotowali na pokaz frykasy ! Dla polityka są rzeczy ważnie, nieważne i jego własna kariera.

13 maja 2010 roku:

W ostatnich dniach toruńskie środki masowego przekazu pełne są relacji z przedszkolnych wiatrołapów, na których wywieszono listy dzieci przyjętych do przedszkoli. Dziesiątki i setki rodziców zachodzi w głowę: czy świadomość kształtuje byt ? Przecież prezydent mówił, że sytuacja opieki przedszkolnej jest opanowana i nie ma potrzeby organizowania żadnej debaty nad sytuacją przedszkolaków i ich rówieśników „nie-przedszkolaków” (czyli dzieci, które nie dostały się do przedszkoli). Usłużni radni z Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości zgodzili się z nim skwapliwie: jasne skoro prezydent mówi, że jest dobrze – to po co dyskutować. Tym razem życie szybko zweryfikowało brednie prezydenta o opanowanej sytuacji. Już w trzy miesiące po moim apelu, aby wreszcie poważnie zająć się problemem, okazało się, że znów miałem rację. Z żalem to zauważam – bo od tego nie przybyło ani jedno miejsce w przedszkolu.

I tylko coraz bardziej dręczy mnie wątpliwość: jaki sens ma wieczne użeranie się z ludźmi, którzy zawsze mają „rację”, tylko, że zawsze ze szkodą dla Torunia i Torunian.

10 maja 2010 roku:

Ze szczerą radością odnotowałem powstanie Porozumienia Infrastruktury Toruń. Jak czytam, w jego skład wchodzą coraz liczniejsze stowarzyszenia obywatelskie, skupiające ludzi mających własne poglądy na problemy rozwojowe miasta i gotowych do zaangażowania się w ich realizację. Szkoda tylko, że z góry deklarują brak zainteresowania udziałem w najbliższych wyborach samorządowych. Tym bardziej, że krytycznie ( i słusznie !) oceniają dorobek dotychczasowych radnych. Kto więc, jeśli nie oni – nowy aktyw obywatelski – ma zastąpić skompromitowane struktury partyjno-koleżeńskie ? Niestety dla skuteczności działanie nie wystarczą same postulaty i apele. Zachęcam więc do tworzenia własnych list, bądź „wchodzenia” na inne, które się pojawią.

Co do propozycji merytorycznych podzieliłbym  je na trzy grupy:

  1. Spóźnione, a szkoda (dyslokacja mostu, pamiętam gorycz „samotności” sprzed siedmiu lat),
  2. Chybione, których nie podzielam (np. przebieg średnicówki czy węzeł Kluczyki),
  3. Słuszne, z którymi utożsamiam się i o które staram się samotnie od lat zabiegać (przygotowanie i wdrożenie kompletnych układów komunikacyjnych, skrzyżowania bezkolizyjne).

Każda dyskusja służy rozwojowi, a jeśli zbliżać będzie do sformułowania wizji rozwojowej Torunia ponad partykularnymi protestami, sukces murowany !

 

1 maja 2010 roku:

Poproszony przez dziennikarza o komentarz do coraz liczniej pojawiających się w otoczeniu prezydenta Zaleskiego członków SLD  powiedziałem, że może to być efekt zacieśniającej się „koalicji” prezydenckiej w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych. Dodatkowych argumentów dostarczają  fakt, że SLD nie ma własnego kandydata na prezydenta miasta oraz deklarowane odcięcie się Zaleskiego od lewicowych korzeni. Ta ostatnia okoliczność utrudnia  w sposób oczywisty zawarcie oficjalnej koalicji „gospodarsko-lewicowej”, szczególnie w sytuacji gdy obecny prezydenta ostentacyjnie podkreśla swoje nowe związki z katolicką prawicą (np. słynne i anegdotyczne już spotkania z  o. Tadeuszem Rydzykiem). Poproszony o opinię w tej sprawie poseł Jerzy Wenderlich powiedział, że moja wypowiedź jest  pokłosiem „ludzkiej podłości”, „zawiści i niespełnień”. Znamienny to przykład mowy szybszej niż myśl!

Czy podłość polega na wyrażaniu opinii innych niż zatwierdzone przez Posła ? Czy zawiść i niespełnienie polegają  na tym, że „niezatwierdzone opinie”  prezentuje były kandydat na prezydenta z listy SLD, wyrzucony z partii za niezależność poglądów ?  Szanowny Panie Pośle: nie można wszystkich mierzyć własną miarą i proszę pamiętać, że gdy wszyscy są jednomyślni – to ktoś jest bezmyślny. Z całego serca życzę lewicowym wyborcom, aby ich przedstawiciele (niezależnie od listy !) znaleźli się w nowej Radzie Miasta Torunia, bo służyć to będzie samorządowi i demokracji. Jednak SLD pod kierownictwem posła Wenderlicha sukcesu nie wróżę.

Wątpiących zaś w powstawanie nowej koalicji zapraszam do analizy wyników głosowań w Radzie po likwidacji Klubu Radnych Lewica i Demokraci oraz prześledzenia składów delegacji miejskich podróżujących po Polsce i świecie.

Kolegom: J. Borkowskiemu, W. Modrzyńskiemu i  M. Zaleskiemu gratuluję – dobry wybór !

21 kwietnia 2010 roku:

Śmierć 96 osób na pokładzie polskiego samolotu pod Smoleńskiem wstrząsnęła mną do głębi. Nie miały dla nie większego znaczenia personalia ofiar (no, może poza  jedną osobą, którą znałem osobiście). Śmierć zawsze jest trudna do zaakceptowania i zrozumienia, potęgowana rozmiarami katastrofy zmienia się w absurdalną tragedię. Fakt, że wielu spośród Nich zajmowało najwyższe funkcje w państwie, stanowił jedynie dodatkowo poważny sprawdzian dojrzałości Państwa Polskiego. Jak dotychczas (!) egzamin  ten wypada nieźle. Poważnie potraktowałem też żałobę narodową powstrzymując się od wszelkich komentarzy.

Dziś jednak chcę przedstawić swoją opinię w dwóch sprawach.

W dniu wczorajszym wysłuchałem urzekającego recitalu Rafała Blechacza. Poddałem się emocjom płynącym z fortepianu. To był wspaniały wieczór !

Mam jednak żal, że najwyższe władze państwowe wykorzystały emocje Polaków i bez stosownych poważnych konsultacji społecznych podjęły decyzję o pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu. Dobra narodowe nie są własnością  rządu czy hierarchii  kościelnej, nie do nich więc należą decyzje o ich losie !

Podobnie rzecz się ma z propozycją części radnych nadania imienia Lecha Kaczyńskiego planowanej w Toruniu sali koncertowej. Należy zdecydowanie unikać honorowania polityków w warunkach zrozumiałego żalu po ich nagłej śmierci. Szacunek dla 96 ofiar smoleńskiej traumy nie usprawiedliwia gorączkowego poszukiwania nienazwanych obiektów, instytucji, ulic czy placów. Dystans w ocenie ich dorobku politycznego to wyraz koniecznej refleksji nad tym, co w życiu każdego z nas trwałe, a co (szczególnie wobec nagłej śmierci) ulotne i nieistotne.  Byt narodowy i życie społeczne to nie najpiękniejszy nawet koncert, podczas którego emocje są najważniejsze !

09 kwietnia 2010 roku:

Wszyscy wypowiadają się w sprawie kandydowania Bydgoszczy do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku – muszę i ja. Problem jest oczywiście wielowątkowy i wielopłaszczyznowy. Podzielam opinię o rozczarowaniu i pesymizmie w ocenie dalszych szans koniecznej (jak się wydawało) współpracy obu miast. Jeszcze niedawno chwaliłem obu prezydentów za dobrą współpracę, dziś zastanawiam się co znaczą  „antagonizmy kiboli” i kto to właściwie jest „kibol”. Ale dwie inne kwestie zaprzątają też moją uwagę;

  1. co powie prezydent Zaleski jeżeli Bydgoszcz po kilku miesiącach prac przygotuje dobrą aplikację, na miarę tej, nad którą Toruń biedzi się od ok. pięciu lat ?
  2. kiedy wreszcie dostrzeżemy, że „z drugiej strony” mamy ponad stutysięczne miasto o niezłym potencjale i bez kompleksów, które już zgłasza aspiracje aglomeracyjne ?

Jak powiedział Max Paradysz z niezrównanej „Sexmisji”: „Idziemy na wchód. Tam musi być jakaś cywilizacja !”.

26 marca 2010 roku:

Dziś pozytywny komentarz (żeby nie było, że tylko krytykuję !). Z przyjemnością czytam, że marszałek województwa i dwaj prezydenci, Bydgoszczy i Torunia, podpisali porozumienie o wspólnych pracach nad rozwojem połączeń drogowych pomiędzy naszymi miastami wraz z siecią drogową usprawniającą komunikację wzajemną wewnątrz obu miast. Wielokrotnie podczas różnych dyskusji nad rozwojem sieci BiTCity podkreślałem, że niezbędnym elementem budowy aglomeracji bydgosko-toruńskiej muszą być także nowoczesne i szybkie połączenia drogowe. Tak to już jest, że podróżujemy głównie samochodami i choć często podzielam  wyrażany przez ekologów niepokój  o skutki takiego podróżowania dla środowiska – to jednak nie można udawać, że świadomość kształtuje byt. Brawo Panowie Władza … i do roboty !

25 marca 2010 roku:

Od lat powtarzam, że największą wadą organizacyjnej strony działalności prezydenta Zaleskiego jest „urzędniczenie”. Przed laty śmieszył dowcip:  gdy po jednej stronie drogi dojrzało żyto, a po drugiej pszenica to co się najpierw zbierało ? Biuro polityczne. Gdy w Toruniu powstaje problem lub rodzi się nowy pomysł to co się dzieje ? Prezydent powołuje nową strukturę w urzędzie. Gdy narodziła się inspirująca idea ubiegania się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – to M. Zaleski powołał biuro ESK. Skutki wszyscy widzimy ! Gdy po latach postanowił zabrać się za „budowanie” nowego  mostu – co stało się namacalnym efektem tego działania ? Powołanie wewnątrz MZD odrębnej struktury nadzorującej budowę (!) mostu (z własnym budżetem oczywiście) oraz wyłonienie, po skomplikowanych procedurach, inżyniera kontraktu za (o ile dobrze pamiętam) ponad 4 miliony złotych. Był on oczywiście absolutnie niezbędny i niezwykle profesjonalny. Dziś już go nie ma, a wszystkie procedury przetargowe przebiegać będą (jakżeż by inaczej !) bez zakłóceń.  Wydaje się , że najbardziej oczywistym efektem ośmiu lat prezydentury M. Zaleskiego i jego koalicji z PO i PiS jest barak rozwiązania jakiegokolwiek  strategicznego problemu miasta. Ale fontannę mamy super, a ul. Konstytucji 3 Maja jak biegła, tak biegnie do nikąd,  choć dziś jest o  wiele  milionów droższa. A jaki śliczny będzie most tekturowy (o przepraszam)… tymczasowy.

22 marca 2010 roku:

Okazuje się, że jednym z najważniejszych grzechów polityka (nawet tego najmniejszego, gminnego) jest naiwność. Najcierpliwsi z Państwa, czytający moje uwagi i informacje od dłuższego czasu, pamiętają, że zbulwersowany postępowaniem prezydenta Zaleskiego przy podpisywaniu umów na organizację Grand Prix na Żużlu w Toruniu, poprosiłem bydgoską Regionalną Izbę Obrachunkową o wyjaśnienie czy władza wykonawcza gminy może utajniać podpisywane przez siebie umowy i wydawać publiczne środki w sposób dowolny. RIO schowało głowę w piasek i odmówiło zajęcia się problemem (ciekawe kogo się boją – z identycznym wnioskiem posła Girzyńskiego  ws. MOSiR-u nie mieli takiego problemu) . Pomyślałem trudno – są jeszcze oddani idei samorządności politycy PO, np. w MSWiA. Na pewno zobowiążą RIO do zajęcia stanowiska. Zapomniałem jednak w swojej naiwności, że najważniejszą wytyczną KAŻDEGO URZĘDNIKA jest unikanie podjęcia jakiejkolwiek decyzji . Jak się okazało obowiązuje ono także w ministerstwach. MSWiA odpowiedziało mi, że … RIO słusznie NIE ZAJĘŁO SIĘ problemem. Nikogo nie interesuje że urzędnik gminny podpisuje tajne umowy i wydaje publiczne pieniądze bez stosownej uchwały rady gminy – najważniejsze, że sami nie musieli podjąć żadnej decyzji. W zasadzie pozostaje mi złożyć doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa … ale takimi metodami się brzydzę. Cóż zrobić –  naiwny i to do bólu.

15 marca 2010 roku:

Sam nie wiem: śmiać się czy płakać. Od wielu lat piętnuję wykorzystywanie przez prezydenta Zaleskiego (wraz ze współpracownikami) i radnych, sprawowanych funkcji jako wygodnych synekur służących zaspokajaniu osobistej ciekawości świata. Nic im tak nie wychodzi, jak podróże zagraniczne za publiczne pieniądze. Niech Państwa nie zmylą oświadczenia i wyjaśnienia, że to gospodarze finansują koszty pobytu za granicą ! My (czyli WY – Torunianie !) płacimy tylko koszty przejazdu. Przecież koszty pobytu zagranicznych delegacji (co oczywiste!) w Toruniu pokrywamy my (czyli WY – Torunianie) z budżetu miasta: im atrakcyjniejszy Ich pobyt tutaj, tym „owocniejszy” pobyt naszej (?) delegacji tam. Nie dajcie sobie także wmówić, że te „męczarnie” wyjazdów prezydent i rajcy znoszą dla dobra wspólnego: aby otworzyć Toruń na świat.  Jeśli tak, niech jeżdżą za swoje diety i niemałe przecież pensje!

Dlaczego temat ten znów wraca: kilka dni temu Urząd Miasta na swojej oficjalnej stronie poinformował radośnie, że uczyniono pierwszy krok do nawiązania partnerskiej współpracy z francuskim Angeres (tam nas jeszcze nie było), a dziś przeczytałem porojekt uchwały o podpisaniu umowy partnerskiej z chińskim Guilin (tam już dwie delegacje były). No cóż wszystko drożeje, dlaczego miałoby być  inaczej z kosztami wypoczynku władz miasta ?

Acha ! i jeszcze jedno: pamiętajcie jesienią drodzy Torunianie, że pora na zmianę przy biesiadnym stole ! Każdy ma prawo do wypoczynku.

14 marca 2010 roku:

Jeżeli jeszcze ktoś nie zrozumiał przyczyn rozpadu Klubu Radnych Lewica i Demikraci – to teraz chyba wszystko jest już jasne. Toruński SLD nie wystawi w najbliższych wyborach własnego kandydata na prezydenta miasta Torunia, udzieli natomiast poparcia obecnemu prezydentowu Michałowi Zaleskiemu. Dziś mogę przyznać: cudem było utrzymanie jedynego opozycyjnego klubu radnych w toruńskiej Radzie Miasta, gdy dwóch jego członków to ludzie SLD, który dziś przyznaje się do popierania prezydenta Zaleskiego. Dodatkowo jeszcze zwracają uwagę dwa fakty:

1.żadna poważna siła polityczna w samporządzie nie ma szans bez własnego wyraźnego kadydata na prezydenta. Zrozumiały to nawet toruńskie PO i PiS, odcinając się od popieranego od lat Zaleskiego w obliczu zbliżających się wyborów,

2.poparcia M.Zaleskiemu udzielają dziś ci, którzy nie przyjęli go do SLD przed ośmiu laty, podejrzewając go wtedy o koniunkturalne ubieganie się o członkostwo, znaczącej wówczas w Toruniu siły politycznej. Dziś dawny towarzysz Michał nie odcina się (i słusznie !) od poparcia partii która go nie chciała.

I tak oto słynne powiedzenie Wałęsy „jestem za, a nawet przeciw” zyskuje w Toruniu (po raz kolejny) nowy wymiar: w polityce nie ma zachowań haniebnych, są tylko bezskuteczne.

09 marca 2010 roku:

Upadek toruńskiego hokeja to dobra okazja do sformułowania pewnej uwagi ogólnej dotyczącej polityki miasta. Od wielu lat krytykuję działania polegające na dofinansowywaniu sportu kwalifikowanego, rozumianego tutaj jako sport zawodowy. Uważam, że działania miasta powinny dotyczyć tylko trzech dziedzin: budowania i utrzymania ogólnodostępnych obiektów sportowych (głównie o charakterze nazwijmy to amatorsko-rekreacyjnym), finansowania kosztów korzystania z tych obiektów przez dzieci i młodzież  oraz  finansowania tzw. sportu młodzieżowego. Sport zawodowy mógłby być finansowany z budżetu miasta tylko i wyłącznie jako element promocji miasta lub w formie nagród dla najwybitniejszych toruńskich sportowców. Ostatnie klęski TKH i dramatyczna sytuacja piłkarskiej Elany pokazują jak łatwo wyrzucić publiczne pieniądze w błoto. Trudno bowiem nie zgodzić się, że włożone w oba te kluby setki tysięcy złotych nie przyniosły spodziewanych efektów. Nie o taką też promocję, jaką oferują oba kluby, zabiegają Torunianie. A gdyby tak te same pieniądze włożyć w sport młodzieżowy … może mielibyśmy dwa dobre kluby, promujące Toruń jako Europejską Stolicę Kultury.

 

03 marca 2010 roku:

Z  rosnącym niepokojem obserwuję narastający konflikt wokół lokalizacji trasy średnicowej wschód-zachód. Mój niepokój dotyczy przede wszystkim odcinka od ul. Chrobrego do Grudziądzkiej, gdzie toczy się walka o tereny rekreacyjne osiedla przy ul. Świętopełka (i okolic). Niepokój powodują trzy okoliczności:

1. Średnicówka jest jedną z najbardziej potrzebnych nowych arterii komunikacyjnych miasta, choć pamiętać trzeba, że podstawową słabością dotychczasowego rozwoju miasta był brak NOWYCH tras komunikacyjnych. Bez nowych lokalizacji, w tym średnicówki, miasto kompletnie się zakorkuje, zatraci wszelkie szanse rozwojowe.

2. Okazuje się, że tzw. konsultacje projektów były dotychczas zupełną fikcją. Jeśli okazuje się, że w wyniku awantury mieszkańców, ciągle można rozważać przebieg nowej ulicy i przesuwać ją o kilkadziesiąt metrów – to rodzi się pytanie o profesjonalizm dotychczasowych prac planistycznych.

3. Brak woli znalezienia kompromisowego wyjścia z trudnej sytuacji, mimo tzw. rezerwy terenowej starszej niż zdecydowana większość stojących tam budynków i większość protestujących.

Żyjąc w mieście, w odległości kilkuset metrów od ścisłego centrum trzeba liczyć się z wynikających z tego utrudnień i ograniczeń. Żyjąc jednak w nowoczesnej demokracji samorządowej można też oczekiwać  poważnego traktowania przez organy miasta, służące przecież sprawnej i wygodnej organizacji życia mieszkańców terenów zwanych TORUNIEM.

Porozumienie jest konieczne !

 

13 lutego 2010 roku:

Jak czytam poseł Jerzy Wenderlich z SLD pozwał „Nowości”  za siedem linijek tekstu: „W końcu poseł Jerzy Wenderlich. A zna problemy  Torunia? Co najwyżej wie, gdzie jest ulica Szeroka. Bon moty i inne złote myśli, którymi czaruje warszawski salon, to cieniutki kapitał w walce o prezydenturę w Toruniu”. Przeczytałem cały tekst kilka razy i nijak nie rozumiem jak można za takie stwierdzenie kogokolwiek pozwać do sądu ! Tym bardziej, że się z tą oceną całkowicie zgadzam. Przywołam tu tylko jedną okoliczność: aktywność w toruńskim samorządzie. Gdy powstał Klub Radnych Lewica i Demokraci, utworzony m.im. przez członków SLD (Frąckiewicz i Łyjak), zaproponowałem aby przynajmniej dwa razy do roku (przy uchwalaniu budżetu i ocenie absolutoryjnej) w posiedzeniach Klubu brało udział kierownictwo partii i organizacji współtworzących Komitet Wyborczy LiD. Jak wiadomo też szefem SLD w mieście jest poseł Wenderlich. I jak sądzicie ile razy pojawił się na tych (bądź jakichkolwiek innych) posiedzeniach Klubu ? Ile razy zwrócił się do mnie (jak by nie spojrzał,  przewodniczącego tegoż Klubu) z uwagami, propozycjami, sugestiami, apelami, interpelacjami …. Ile razy toruńska SLD wypowiedziała się w sprawach dla miasta ważnych ?  Bądźmy szczerzy, o SLD kierowanym przez posła torunianie mogli usłyszeć tylko raz: gdy członek tej partii doprowadził (przy akceptacji swojego kierownictwa) do likwidacji jedynego klubu radnych, który miał przynajmniej w nazwie słowo „lewica”. T o naprawdę zbyt mało aby uznać, że poseł Jerzy Wenderlich angażuje się w sprawy Torunia.

11 lutego 2010 roku:

Rzadko w swojej działalności samorządowej odwołuję się do podmiotów zewnętrznych. W czasie trwającej już blisko 16 lat służby radnego zaledwie kilka razy zaskarżałem przyjmowane uchwały, uznając je za skrajnie niekorzystne czy sprzeczne z prawem. Dotąd okazywało się, że organy odwoławcze akceptowały stanowisko władz miasta. Ponieważ jednak znów stanąłem bezradnie wobec arogancji i poczucia bezkarności prezydenta w sprawie trybu podpisania umów na organizację Grand Prix i kosztów jego organizacji, zwróciłem się do Regionalnej Izby Obrachunkowej o wyjaśnienie, czy wszystko odbyło się zgodnie z prawem. RIO w Bydgoszczy najdelikatniej mówiąc zlekceważyła moje wątpliwości. Powiem szczerze,  z dużym zainteresowaniem oczekiwałem rozstrzygnięcia, kto ma rację – ale nie spodziewałem się, że organ ustawowo powołany do kontroli polityki finansowej gminy zignoruje moje zapytanie ! Co mam w takim razie myśleć o rzetelności badania corocznych budżetów i sprawozdań z wykonania budżetu gminy ? Tam  także pomijane są opinie i głosy krytyczne, opinie wskazujące na wątpliwości ? Napisałem więc skargę nie na prezydenta ( z nim różnimy się ocenami i opiniami, ale nie lekceważymy się), lecz na RIO. I oto dostałem pismo z MSWiA, które informuje mnie, że „z uwagi na konieczność dokonania dodatkowych wyjaśnień i analiz” odpowiedź uzyskam po 25 lutego br. Powiecie Państwo: wariat, cieszy się, że mu urząd odpisał, przecież nie wiadomo czy przyzna mu rację !  Tak,  najważniejsze jest bowiem, że moje uwagi i wątpliwości ktoś potraktuje poważnie, rozważy, przeanalizuje – i jeśli nawet nie podzieli moich wątpliwości, ważne, że przemyślał. Jeśli bowiem wszyscy są jednomyślni – ktoś jest bezmyślny !

04 lutego 2010 roku:

I znów wypada mi się zgodzić z prezydentem Zaleskim. Po wyjściu ze szpitala powiedział, że zamierza zająć się tym co najpilniejsze: „… odsunięciem od miasta zagrożenia związanego z ustępującym śniegiem”. Nie bardzo bowiem rozumiem skąd obserwowane przeze mnie zadowolenie różnych urzędników i, co szczególnie dziwne, wielu dziennikarzy z miejskich zmagań z rzeczywiście rzadko spotykanym atakiem zimy. Godzi się tu jednak przypomnieć, że zima w naszym klimacie jest zjawiskiem powtarzalnym (rokrocznie !) i dziwić jedynie mogą rozmiary opadów śniegu i gwałtowny spadek temperatur, ponoć do rekordu Polski włącznie (31,6 stopnia poniżej zera). Nie wiem jak inni, ale ja dostrzegam ogromne zwały śniegu i dziesiątki kilometrów nieodśnieżonych ulic. Znam miejsca gdzie nie tylko pługi dotąd nie dojechały, ulice (całe kilometry),  gdzie nie miną się samochody, gdzie nie wysypano ani kilograma soli bądź piasku (chyba, że zrobili to sami mieszkańcy), gdzie zaspy są wyższe niż okoliczne płoty. Panie prezydencie zanim śnieg zacznie ustępować, trzeba szybko zmobilizować ludzi i sprzęt i, sięgając do rezerw budżetowych, wywieźć z miasta zapewne setki a może tysiące ton  śniegu – umożliwiając Toruniowi normalne życie i ratując go przed zalaniem. I to jest najpilniejsze dzisiaj dla Michała Zaleskiego i budżetu miasta zadanie.

02 lutego 2010  roku:

Gdy śledzę toruński grajdołek polityczny często zastanawiam się czy opozycyjność oznacza być zawsze  „przeciw”. Wielu  moich krytyków, a nawet życzliwych recenzentów, mówi o mnie „dyżurny krytyk”, „zawsze musi mieć coś do powiedzenia”, „nie wytrzyma, żeby  nie dowalić”. Bardzo mnie smucą takie opinie. Ich autorzy nie zauważają, że w procesie przyjmowania ogromnej liczby uchwał w ogóle nie zabieram głosu, w większości wypadków popieram projekty przygotowane przez prezydenta. Nie mam tzw. parcia na szkło i z reguły nie uczestniczę  w większości miejskich imprez. Polityka miejska nie jest dla mnie sposobem na zaistnienie i nie ma charakteru personalnego. Aktywnie krytykowałem wszystkich dotychczasowych prezydentów Torunia,  choć z niektórymi spośród nich łączą (łączyły ?) mnie bliskie kontakty koleżeńskie.  Opozycyjność bowiem, to posiadanie innej, niż  oficjalnie prezentowana, wizji miasta, inne postrzeganie najważniejszych problemów Torunian i odmienny sposób ich rozwiązywania, to także odwaga (wybaczcie mi zarozumialstwo !) przedstawiania tych odmienności każdemu, w różnych miejscach i bez względu na czas jaki pozostał do wyborów. Dlatego śmieszą mnie i drażnią takie popisy jak niżej opisywane wypowiedzi Z. Rasielewskiego, czy dzisiejsza konferencja prasowa Krystyny Dowgiałło i Waldemara Przybyszewskiego. Ludzie, którzy przez ostatnie trzy lata tworzyli lukratywną koalicję, nagle „zaczynają zadawać pytania”. Sami je sobie zadajcie, przed lustrem w łazience ! A Państwu Dziennikarzom na mojej konferencji prasowej mówię tak: kolejne opóźnienie w realizacji drugiego mostu jest efektem kompromitującej się od lat polityki „mostowej” prezydenta Zaleskiego. Dobrze, że tym razem opóźnienie będzie niewielkie, a przyczyna jest tego warta. Bez dobrego wykonawcy – grozi nam powtórka z wiaduktu.   Pamiętacie ?!

28 stycznia 2010 roku:

„Uważam, że wydawanie na to pieniędzy jest zwykłą fanaberią i megalomanią” -któż to  i kogo tak odważnie beszta ? Bohater to radny PiS Zbigniew Rasielewski – besztany to prezydent Michał Zaleski. Co jest obiektem krytyki ?  Podjęcie decyzji o zadaszeniu Motoareny. Przypomnijmy, że decyzja ta umieszczona została  w budżecie miasta na 2010 rok, uchwalonym przez Radę Miasta podczas ostatniej sesji. Dodam do tego kilka szczegółów: w komisji budżetu zasada dwóch przedstawicieli PiS i żaden ani jednym słowem nie zająknął się na temat Motoareny podczas obu posiedzeń komisji poświęconych temu tematowi. Podczas ostatniej sesji radny Rasielewski, przewodniczący Klubu, nie powiedział także na ten temat ani słowa. Jak więc głosował  nad budżetem przewidującym takie „fanaberie i megalomanię”: cały klub PiS, a więc także radny-bohater głosowali za budżetem. Tak to w toruńskiej Radzie Miasta odwaga tanieje, a zasad się przestrzega. Jak mówił klasyk: „Mam swoje poglądy, ale się z nimi nie zgadzam”.

23  stycznia 2010 roku:

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Marian Frąckiewicz wystąpił z Klubu Radnych Lewica i Demokraci. Oznacza to, że z tym momentem Klub przestał istnieć. Przypomnę, że był on efektem szerokiego porozumienia jakie zawarły TORUŃSKIE organizacje lewicowo-centrowe w czasie wyborów samorządowych w 2006 roku. Koalicję zawarły wtedy partie polityczne (w tym SLD) i stowarzyszenia (w tym „mój”  Toruński Ruch Samorządowy). Był to wyraz przekonania, że ci dla których sprawy i poglądy ludzi są najważniejsze,  byli w stanie zjednoczyć się mimo różnych doświadczeń osobistych i akcentów w ocenie społecznych preferencji i zwykłych ludzkich oczekiwań (w przeciwieństwie do prawicy stawiającej na ideologię i własne przekonania: od liberalizmy do wiary w boga) . Sam odrzuciłem osobisty (uzasadniony przecież)  żal do kolegów z SLD, którzy jeszcze kilka lat temu wyrzucili mnie ze „swojej” partii. Klub LiD pozostawał ostatnią ostoją jedności lewicowych i demokratycznych środowisk. Ostatnią, bowiem centralne władze SLD już dawno odrzuciły ideę współdziałania, doprowadzając m.in. do rozpadu dużego klubu parlamentarnego. Czy więc decyzja Mariana Frąckiewicz była wyrazem tej SLD-owskiej niechęci do idei koalicyjnej czy też raczej ostentacyjnym krzykiem zniewalanego zwolennika prezydenta  Zaleskiego, ironią losu ulokowanego w jedynym opozycyjnym klubie w toruńskiej Radzie Miasta. Ja stawiam na to drugie:  wieloletnia przyjaźń Mariana i Michała wzięła górę nad rzeczową i pozbawioną emocji oceną polityki prowadzonej przez ostatnich osiem lat przez prezydenta Zaleskiego.  Ciekawe, że przez pierwsze osiem lat naszej wspólnej pracy w samorządzie mieliśmy takie same oceny i opinie. Chyba rację miał Michał Zaleski, gdy przed ośmiu laty odnosząc się do naszej pierwszej rozbieżności ocen powiedział: „punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia”. No cóż:  „na władze – nie poradze” !

18 stycznia 2010 roku:

Minister  Grabarczyk (PO) odmówił prezydentowi Zaleskiemu (w koalicji z PO) dodatkowych (wymarzonych)  środków na most w Toruniu. Wcześniej komisja budżetu Rady Miasta (głosami PO: Dowgiałło, Ziemkiewicz, Przybyszewski) pozytywnie zaopiniowała budżet na 2010 rok, przewidujący dochody m.in. z  dotacji, której właśnie odmówił min. Grabarczyk (PO). Wszystkiemu temu przygląda się toruński PiS  popierający Zaleskiego (patrz: komisja budżetu i głosowanie pp. Górskiego i Majora), chociaż (chyba !?) nie przepadający za ministrem (PO). Wszystko to byłoby śmieszne, gdyby nie było żałosne. Wszyscy ci włodarze miasta bawią się przyszłością Torunia i kpią sobie z najważniejszych oczekiwań Torunian. I choć od siedmiu lat prezydent Zaleski o moście tylko mówi, blisko 60 % mieszkańców chciałoby tych opowieści słuchać dłużej. No cóż coś trzeba robić gdy stoi się w korku na moście Piłsudskiego.

W czwartek natomiast dowiemy się czy można uchwalić budżet 200-tysięcznego miasta, w którym wpisano dochody zgodne z naszymi oczekiwaniami, choć ci, którzy mają te oczekiwania spełnić pokazują nam „gest Kozakiewicza”. Przypomnijcie mi, z czego to słynie Toruń …?

14 stycznia 2010 roku:

Wszystko jasne: prezydent Zaleski może już zbierać gratulacje! 7 – za, 1 – przeciw, 0 – wstrzymujących się. Projekt budżetu z autopoprawkami poparli członkowie komisji budżetu z PO i PiS (o „gospodarzach” nie wspominam). Po dwóch kosmetycznych (ale bardzo sprytnych) zmianach, o których pisałem poprzednio, radny Przybyszewski uznał, że mamy do czynienia z zupełnie innym budżetem niż pierwotnie, należy więc go poprzeć. Trzeba być ślepym i głuchym aby zgodzić się z tą tezą. Zapytajcie prezydenta, czy jego dwie autopoprawki cokolwiek w budżecie zmieniły ? Tylko ostrożnie, bo poobijany prezydent nie może się zbyt gwałtownie śmiać ! Zastanawiam się tylko, czy to polityczne tchórzostwo, czy kompletny brak wiary we własne możliwości i umiejętności stworzenia własnego budżetu. Myślę, że dziś jedno jest pewne: nie ma w toruńskim samorządzie postaci mogących przeciwstawić się socjotechnicznie zmanipulowanej  wizji miasta i przedstawić alternatywnej wobec Michała Zaleskiego koncepcji zarządzania i rozwoju Torunia. Biada miastu i jego zmanipulowanym mieszkańcom. Chyba że dostrzegacie moje wieloletnie wysiłki. Jeśli tak, jestem dumny i zapraszam…

11 stycznia 2010 roku:

Właśnie przeczytałem autopoprawki prezydenta do projektu budżetu 2010 roku. Muszę przyznać, że mimo wypadku Michał Zaleski jest w doskonałej formie (albo autopoprawkę ustalono jeszcze przed 31 grudnia !). Dzięki dwóm sprytnym posunięciom wskaźnik zadłużenia „spadł” do 51,79%, a więc o ponad trzy procent mniej niż żądało PO ! Poza tym równie sprytnie prezydent wskazał na przyszłego winowajcę braku lub opóźnień w realizacji nowego mostu w Toruniu: to ci, którzy zmienią w budżecie 2010 roku zapis o dofinansowaniu budowy nowego mostu poniżej 85%. Będą oni bowiem odpowiadali za odrzucenie prezydenckiego wniosku o bajkowe dofinansowanie „z powodu błędów formalnych” ! Jeśli zaś zaakceptują ten budżet to co powiedzą już i tak zdezorientowanym wyborcom: popieraliśmy Zaleskiego do końca, ale teraz wybierzcie nas ! Tak tylko po co ?

Z niecierpliwością czekam na kolejne posiedzenia komisji budżetu, już 14 stycznia:  i co wy na to „nawróceni na krytykę” radni PO i PiS ?

07 stycznia 2010 roku:

Właśnie przeczytałem skład Rady Programowej Toruń 2016. Wielkie rozczarowanie !!!  Całą instytucję uważam za skrajny przejaw „zurzędniczenia” bardzo ciekawej idei. Skład Rady jest tego kolejnym potwierdzeniem. Nie mnie oceniać dorobek poszczególnych członków Rady – każdemu  z nich oddaję należny szacunek. Co jednak wniosą świeżego i rewolucyjnego do starań Torunia o zaszczytny tytuł najbardziej kulturalnego miasta i społeczności w Europie w 2016. Czy miejsca w których dziś pracują i działają (z których żyją !) nie stwarzają  im wystarczających możliwości działania na rzecz szeroko rozumianej kultury ? W jakim zakresie Rada Programowa rozszerzy ich potencjał i możliwości ? Czy zintegrują podzielone dziś  środowisko kulturalne naszego miasta ? Czy poniosą (jeśli dotąd tego nie robili) kulturalny powiew na Podgórz, Wrzosy, Mokre, Rubinkowo, Grębocin ….?

Jedno w tym  wszystkim jest optymistyczne: skoro powstała Rada Programowa Torunia 2016, to znaczy że zatwierdził ją prezydent Zaleski,  to znaczy,  że czuje się lepiej !

05  stycznia  2010 roku:

Z coraz większym zażenowaniem obserwuję wysiłki PO w toruńskiej Radzie aby zaznaczyć swoją odrębność i autonomię w stosunku do prezydenta. Najpierw przez trzy lata budowali jego przekonanie o nieomylności, ogrzewali się w blasku władzy i spijali soki przywilejów, obejmowali coraz wyższe stanowiska – teraz stroją się w łaszki obrońców mieszkańców usiłujących zmienić koszmarny projekt budżetu na 2010 rok. Nie robią tego jednak poprzez zgłaszanie poprawek, które w ich wykonaniu miałyby szanse powodzenia (8 radnych+ jeszcze jeden) ale usiłują prezentować się w strojach krytyków dostrzegających niebezpieczeństwo gigantycznego zadłużenia.  Gdy dziś słuchałem ich na komisji budżetu zastanawiałem się kto pozwalał na wydanie przez lata dziesiątków milionów złotych na cudze inwestycje, dlaczego nawet dziś tego nie dostrzegają ? Jasne: konkret to odpowiedzialność, a odpowiedzialności koleżanki i koledzy z PO boją się jak ognia ! A może jestem niesprawiedliwy i uprzedzony… Może tym razem zachowają się konsekwentnie, odrzucając niebezpieczny dla przyszłości miasta budżet i zmuszając prezydenta do jego poprawienia ?  Za niecałe trzy tygodnie wszystko będzie jasne.

6 thoughts on “Moje komentarze i opinie

  1. hecer

    Przecież minister Grabarczyk jasno dał do zrozumienia, że zwiększy dofinansowanie po przetargu, jeśli padnie cena która będzie znacznie przekraczała możliwości samorządu.

    Dostrzec można słabo ukrywaną i entuzjastyczną reakcję dziennikarzy tv toruń, wice Fiderewicza, Zaleskiego po tej wizycie.

  2. hecer

    Dlaczego nie zwróci się pan do prokuratury przedstawiając treść rezolucji z 17 lutego 2005 w sprawie mostu Wschodniego?

    Oto protokół z tamtej sesji:

    http://www.bip.torun.pl/dokumenty_tresc_html.php?j=0&Kod=4018

    z niego wyraźnie widać, że rada miasta została wprowadzona w błąd – nie mogła uchwalić przebiegu trasy ul.Lipnowską.

    To, co podczas sesji opowiadał Bernard Kwiatkowski było kłamstwem. Wprowadził radę w błąd.

  3. Adam

    Panie Krzysztofie, niech Pan ogłosi start w wyborach na prezydenta Torunia, może Pan przecież liczyc na głosy wyborców popierających lewicę i sporą częśc elektoratu PO (ludzie przecież widzą że PO popiera Zaleskiego, chociaz na kilka miesiecy przed wyborami staraja sie to zatuszowac). SLD i tak da poparcie bo na lewicy nie ma lepszej kandydatury.

  4. jarek

    Panie Krzysztofie , MUSI Pan startować w wyborach , mam nadzieję ,że ze swojego komitetu wyborczego .Dziwne że PO nie zaproponowało Panu poparcia , przecież oni nie mają kogo wystawić i ” Gospodarz” z łatwością przetrzepie im futerko.

Dodaj komentarz